niedziela, 7 czerwca 2015

Rozdział 6. Misja

Gdy na porannym zebraniu Czary Pan oznajmił, jak będzie wyglądać ich pierwsza misja, prawie zemdlała. Jedynie w pionie utrzymała ją dłoń Blaise'a, która dyskretnie złapała ją za nadgarstek. Chłopak wiedział, jak wstrząsnęła nią ta wiadomość. Ale musiała zachować spokój. Musiała być opanowana.Gdy wróciła do swojego pokoju, pobiegła do łazienki, usiadła na ziemi i przyłożyła głowę do chłodnych kafelek. Nie mogli jej kazać tego robić, nie mogli. Wciąż klęcząc na zimnej podłodze, powtarzała te dwa słowa, jak mantrę."Nie mogli".Minął dłuższy czas, zanim się uspokoiła. Mimo że jej serce protestowało, wiedziała, że musi to zrobić. Nie było odwrotu. Czarny Pan nie przyjmuje wymówek.Jej pierwsza misja miała polegać na spaleniu Nory, domu Weasleyów i najlepiej zabiciu wszystkich oraz schwytaniu Pottera.Wszystko byłoby w porządku, zniosłaby wszystko, ale tam była Ginny.A nawet jeśli Ruda przeżyje, przecież może zginąć ktoś z jej rodziny, straci dom. Jak ona ma później spojrzeć jej w oczy?Ruszała się jak w amoku. Wszystkie czynności były automatyczne. Spięła włosy w długi warkocz, ubrała swoją szatę. Była ona cała w czarnym kolorze, materiał ciężki igruby, wykonany z drogiego materiału. Rękawy miała szerokie, a dekolt osłaniała koronka. Spojrzała w swoje odbicie i ledwie siebie poznała. Podniosła ze stolika swoją maskę. Była srebrna, z misternie wygrawerowanymi złotymi wzorami. Przerażająca, ale mimo to piękna.Ostatni raz spojrzała w lustro i odetchnęła głęboko. Mogła wychodzić. Podeszła tylko jeszcze do małego barku, znajdującego się w kącie pokoju i pociągnęła łyka Ognistej z gwinta, krzywiąc się nieznacznie.Bez tego chyba by zwariowała.Gdy stawiła się przy drzwiach wyjściowych Malfoy Manor, była równo dwudziesta druga. Jej przyjaciele już tu byli. Stanęła obok nich bez słowa. Chwilę później pojawił Macinar, Yaxley i Avery. Oni, jako bardziej doświadczeni, mieli prowadzić całą misję.Instrukcje, które podawał im Avery, wlatywały jej jednym uchem, a wylatywały drugim. Chciała stąd uciec, tak strasznie się bała. Jednak na zewnątrz sprawiała wrażenie opanowanej i gotowej. Już dawno nauczyła się ukrywać emocje. Nie lubiła tej maski, którą ubierają arystokraci, tej wiecznej powagi i spokoju. Jednak czasami ta umiejętność była naprawdę przydatna. Rozejrzała się po twarzach swoich przyjaciół. Blaise mimo że się nie uśmiechał, jego twarz jak zawsze wydawała się pogodna i wesoła, Teodor wyglądał na skoncentrowanego na słowach Avery'ego, a twarz Draco jak zawsze nie wyrażała zupełnie nic. Oczy zimne, szczęka zaciśnięta. Oni też byli wspaniałymi aktorami.Gdy wszystko zostało wyjaśnione, założyli maski i złapali starą księgę, która była świstoklikiem i po chwili znaleźli się w zupełnie innym miejscu. Wylądowali na trawie. Podnieśli się, otrzepując szaty. Hermiona rozejrzała się dookoła. Wszędzie panował mrok, a jedynym dźwiękiem jakie wychwyciło jej ucho, było cykanie owadów. Gdzieś w oddali można było zauważyć zarys wysokiego budnynku o dziwnym kształcie, z którego okien lekko jarzyło się światło."To musi być Nora" pomyślała szatynka z lekkim smutkiem.- Idziemy - powiedział Macinar i ruszył przodem, a cała reszta za nim. - Pamiętacie instrukcje. Niszczycie, co się da, palicie, co się da, zabijacie, co się da. Tylko Potter ma zostać żywy, chuj wie po co, ale rozkaz to rozkaz. Rozumiecie?Kiwnęli tylko głowami. Doskonale wiedzieli co mają zrobić.Wszystko robiła jak w transie. Rzucanie zaklęć łamiących bariery otaczające Norę poszło im bardzo łatwo. Weasleyowie dobrze zabezpieczyli swój dom, jednak nie wystarczająco. - Biegnijcie trochę dalej, otoczymy ich, niech każdy stanie w innym miejscu - rozkazał Macinar, po czym zwrócił się w stronę Hermiony. – Ty idź do końca, stań za domem i jak już tam będziesz, wyczaruj Mroczny Znak. Będziemy wiedzieć, że możemy zaczynać.Szatynka przedzierała się przez chaszcze otaczające Norę i ściskała nerwowo różdżkę. Rzuciła okiem na ten dziwny, rozsypujący się dom. Na dole w kuchni paliło się światło i można było dostrzec krzątających się po kuchni ludzi. Odwróciła wzrok. Czy dzisiaj przyjdzie jej kogoś zabić? Czy dzisiaj pozbawi kogoś dziecka, ojca, brata lub matki? Kiedyś na myśl o przystąpieniu do popleczników Czarnego Pana powodowała u niej stres, ale i podniecenie. Była przekonana, że jest gotowa, że będzie umiała ranić, torturować, zabijać. A teraz? Teraz nie była niczego pewna. Może i by potrafiła, ale tutaj chodziło o Ginny.Dotarła na miejsce. Stanęła z tyłu domu i podniosła różdżkę.- Morsmordre.Pierwszy raz tak naprawdę rzucała to zaklęcie. Wcześniej to były tylko ćwiczenia. Z jej różdżki wystrzeliła zielona smuga i poleciała wysoko w niebo, zmieniając się w wielką, przerażającą czaszkę, z której wyleciał wąż. Zerknęła w okno Nory, gdzie nagle wszystko jakby stanęło w miejscu, ucichło. Ktoś podbiegł do okna, ale nie widziała kto. Musieli zauważyć znak na niebie. Zobaczyła kątem oka, że ktoś z jej prawej strony biegnie w stronę domu i rzuca zaklęcie na dach, który zaczyna częściowo płonąć. To był chyba Blaise.Ruszyła w tym samym kierunku. Podpaliła trawnik, dach, stodołę, wszystko co stało jej na drodze. Dookoła niej panował hałas, ktoś krzyczał, coś wybuchało co chwila, ale ona tego nie słyszała. Chyba ktoś wybiegł z domu, wołał czyjeś imię, ale nie widziała kto, ani co krzyczał. Wszędzie czerwień i ogień.Remus Lupin podbiegł do okna. Mroczny Znak.- To oni – powiedział i wyciągnął różdżkę z kieszeni starej, spranej marynarki. – Harry, zostań tutaj i pod żadnym pozorem nie wychodź.Nie czekając na odpowiedź, wybiegł na zewnątrz i zaczął się rozglądać za Śmierciożercami. Zaraz za nim pojawiła się na ganku Tonks. Remus, nie odwracając się, złapał ją za dłoń, którą ścisnął krótko i mocno.Wszędzie ogień, a tam gdzie go nie było - mrok. Nie sposób było dostrzec cokolwiek. Zmrużył oczy. Na krawędzi ognistego kręgu zauwazył dwie postaci. Obie były drobne i niskie. Były profesor poczuł ukłucie żalu. To jeszcze dzieci.Walka trwała. Obie strony rzucały w siebie zaklęcia. Tyle, że ze strony Śmierciożerców leciały te groźniejsze.Hermiona rozejrzała się dookoła. Ktoś biegł w jej stronę. Dym drażnił jej oczy, więc nie rozpoznała twarzy, widziała jedynie rozmazaną sylwetkę. Zauważyła, że postać celuje w nią różdżką, więc ona też podniosła swoją i szybko rzuciła zaklęcie.- Ascendio!Była pierwsza. Jej przeciwnik wyleciał w powietrze i wylądował parę metrów dalej.- Niewybaczalne, kretynko, co się z nimi cackasz! - krzyknął Avery, rzucając na leżącą na ziemi postać Crucio. - Widać, że baba.Hermiona zacisnęła pięści. Podeszła bliżej zwijającej się w bólu postaci. Z tej odległości poznała twarz. George Weasley. Z jego gardła wydobywały się wrzaski, a ciało wyginało się z bólu. Odwróciła wzrok i cofnęła się kilka kroków. Nie chciała na to patrzeć. Przecież chodziła z nim do szkoły. Nawet kiedyś jej się podobał. Chyba w trzeciej klasie. Dokładnie nie pamiętała. Nawet raz rozmawiali. Miała wtedy z nim szlaban. Chyba u McGonagall. Pamiętała, że był przezabawny, dawno się tak nie śmiała, jak wtedy.- Skurwiel zwiał! Zmywamy się! - zawołał Yaxley, który wybiegł z Nory. Potter musiał uciec.Hermiona miała zamiar się teleportować, lecz w ostatnim momencie usłyszała za sobą znajomy głos:- Drętwota!Poczuła się jak sparaliżowana i uderzyła z impetem plecami o ziemię.Ron opuścił różdżkę i zbliżył się do leżącej na ziemi postaci. Czuł jak złość i gniew zaczynają władać jego ciałem. Chciał zemsty, chciał krwi. Spalili mu dom, zniszczyli cały dobytek, torturowali brata. Myślał nad zaklęciem. Chciał, by bolało. Jednak wpadł na lepszy pomysł. Schował różdżkę i kopnął odzianą na czarno postać prosto w żebra. Co za niesamowite uczcie.Dźwięk łamanych kości był w tym momenci najpiękniejszą muzyką. Nigdy nie sądził, że zadawanie komuś bólu będzie tak przyjemne. Ale oni wyrządzili mu tyle krzywd, tyle zła. Miał do tego prawo.Kolejny cios. I kolejny.Najpierw poczuła ból w żebrach. Potem kilka ciosów w twarz i parę kolejnych w brzuch. Później straciła rachubę. Krew zalewała jej oczy, nie mogła złapać oddechu, nic nie widziała i nic nie słyszała. Chciała wrzeszczeć z bólu, ale nie mogła. Na końcu poczuła tylko, że zaklęcie odpuszcza, ale i tak nie mogła się poruszyć. Czerwień zalała ją całkowicie. Jedyne, co czuła, to stalowy posmak ciepłej krwi. Pozostało jej czekać, aż ktoś jej pomoże, ale pomoc nie nadchodziła.„A co, jeśli wszyscy się już teleportowali?” pomyślała.Zanim straciła przytomność, poczuła jeszcze tylko, jak ktoś strąca jej maskę butem.Hermiona otworzyła oczy i natychmiast je z powrotem zamknęła. Bolało ją dosłownie wszystko. Co jej się stało? I gdzie ona była? Wyczuła zapach stęchlizny. Malfoy Manor z pewnością tak nie pachniało. I nagle sobie przypomniała. Misja. Podniosła się szybko z miejsca, ignorując nieprzyjemne kłucie w klatce piersiowej.- Halo? – chciała zapytać, ale z jej gardła wydobył się jedynie zachrypły jęk.Zrobiła krok do przodu, a deski w podłodze okropnie zaskrzypiały. W pokoju panował mrok, jedyne światło wydobywało się z okna. Podeszła do niego. Na zewnątrz zobaczyła powoli dogasający ogród.A więc to tak. Nie zdążyła się teleportować, została tutaj sama jak palec, pod nosem aurorów i Weasleyów.Nagle ból przeszył jej czaszkę i odruchowo dotknęła swojej głowy. Poczuła pod palcami jakiś materiał. Bandaż. Tak samo na oku. Włożyła rękę pod koszulkę. Żebra też jej opatrzyli. Poczuła się dziwnie.Zrezygnowana opadła na kanapę.Co ma robić? Co się teraz z nią stanie? Zabiją ją? Pozwolą jej wrócić do Malfoy Manor? Będą próbowali ją namówić do zmiany strony? Będą ją tu przetrzymywać w nieskończoność?Siedziała tak i nagle zrozumiała, że jest w sytuacji bez wyjścia. Nie miała nawet różdżki, żeby spróbować uciec.Nagle usłyszała kroki. Ktoś szedł w tą stronę. Wyprostowała się. Kroki ucichły i usłyszała szczęk klucza w zamku. Czekała. Drzwi się powoli uchyliły i postać się wślizgnęła się do środka.- Lumos – usłyszała szept, a światło z różdżki oświetliło lekko pomieszczenie. Teraz już wyraźnie widziała twarz.Szatynka patrzyła ze strachem i wyczekiwaniem na rudą postać.- Wy pierdoleni idioci.Draco Malfoy chodził nerwowo po pokoju. Mieli przejebane.Blaise i Teodor siedzieli naprzeciw blondyna, a miny mieli, jakby zobaczyli ducha.- Wy byliście po jej obu stronach, mogliście jej upilnować! – blondyn krzyknął.- Dlaczego zwalasz to tylko na nas? Czemu ty jej nie przypilnowałeś? – Zabini podniósł się z miejsca.- Bo pilnowałem przodów i wejścia głównego, nie widziałem jej! – tłumaczył się przyjacielowi, ale i samemu sobie. Blaise miał rację, mógł sprawdzić, czy się teleportowała.- Kurwa – to pierwsze słowo jakie wypowiedział Nott, od kiedy wrócili do Malfoy Manor i okazało się, że Hermiony nie ma z nimi.Czekali na nią a ona się wciąż nie pojawiała. Z każdą minutą Teodor robił się coraz bardziej blady i w pewnym momencie postanowił się przeteleportować do Nory, jednak Draco i Blaise go powstrzymali. To by była kompletna głupota, z resztą nie pierwsza już tego dnia.- Tak, Nott, masz rację. Kurwa – blondyn podniósł głos. – Ale upilnowałeś swojej ukochanej, nie ma co – dodał z przekąsem. Teodor tego nie skomentował. Wiedział, że jego przyjaciel jest zły i nic dziwnego. On sam przeklinał siebie już od kilku godzin.Cała trójka wiedziała, że Hermiona była już praktycznie martwa. Jeśli tam jej nie zabiją, to prawdopodobnie Czarny Pan to zrobi. Naraziła misję, ujawniła swoją tożsamość aurorom. Była skończona i niepotrzebna.~*~Powinniście mnie zabić za to, że tak długo kazałam wam czekać na rozdział. Wątpiłam już, że ktokolwiek jeszcze na niego czekał, ale mimo to spiełam się i napisałam ten rozdział w jedną noc. Nie jest długi, bo to jedynie marne cztery strony, ale po pierwsze bardzo chciałam już go udostępnić, a po drugie ten moment wydawał mi się najlepszy na zakończenie rozdziału.Mam nadzieję, że chociaż trochę się spodoba :)I proszę, zostawcie komentarz, chociaż najkrótszy. Chcę poznać waszą opinię i wiedzieć, czy ktokolwiek jeszcze tu zagląda.Buziaki!

PS ostatnio strasznie spadła frekwencja, a razem z nią ilość komentarzy. Jak już czytacie, to skomentujcie, nawet jedym zdaniem, chcę po prostu wiedzieć czy ktoś tu zagląda. To bardzo motywuje :)

15 komentarzy:

  1. Złapali Hermione?! Mam nadzieję że Voldemort'owi uda się ją uratować. Nareszcie się doczekałam. Rozdział jak zwykłe zajebisty! Już czekam na następny.
    pozdrawiam SectumSempra :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czegoś takiego na pewno się nie spodziewałam.
    Tego, że dostali misję - okey
    Ale tego, że ktoś ją złapie i do tego to będzie Ronald - nigdy w życiu.
    Ale jednak żyje i jestem bardzo ciekawa, co będzie dalej.
    Kto wszedł? Gin?
    Ehh.. Tyle pytań a zero odpowiedzi...
    Czekam z niecierpliwością na next i mam nadzieję, że będzie szybciej :-D
    Też ostatnio założyłam bloga z opowiadaniem o HP
    Może zajrzysz:
    http://we-are-surrounded-by-different-people.blogspot.com/
    Dopiero go dopracowuję, więc nie zwracaj uwagi na wygląd, ani nic z tych rzeczy. Jeszcze to wszystko modernizuję. Jest dopiero prolog.
    Pozdrawiam
    xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpadłaś na mojego bloga i prosiłaś też o opinię na Twoim, ale już jest :-D
      xxx

      Usuń
  3. Rozdział idealny! Wszystko cudowne i takie nieprzewidywalne (co z tego, że już kilka miesięcy wcześniej wiedziałam, co się stanie xd)! *-* Boże, czekam na kolejny rozdział. Ma być szybko! Bo jak nie, to przyjadę do cb i zmuszę do pisania!
    Buziaki!
    Bellatrix

    OdpowiedzUsuń
  4. liljam.blog.pl

    Serdecznie zapraszam do zapoznania się z opowiadaniem dotyczącym hogwarckiego życia Lily i Jamesa! ;)

    Buziaczki :*
    Yennefer

    OdpowiedzUsuń
  5. Czemu akurat Hermina??!! Żeby tylko Voldzio nic jej nie zrobił, bo inaczej cię ukatrupię!! *o* Czekam na kolejny rozdział!! A i jeszcze Ron mógł najpierw zerwać jej maskę!

    OdpowiedzUsuń
  6. Super!
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. No świetny rozdział. ;) Bardzo jestem ciekawa co będzie dalej z Hermioną ;) No już się nie mogę doczekać kolejnego rozdziału ;)
    Pozdrawiam Aga W ;*

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny rozdział. Na początku ta misja zapowiadała się fatalnie - w końcu Hermiona miała zaatakować bliskich jej ludzi... Ale potem, gdy została złapana... Z punktu widzenia technicznego - genialny zwrot akcji. Ale jako ciekawska czytelniczka mam ochotę Cię ukatrupić, za przerwanie w takim momencie ;).
    http://nocturne.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  9. Boże świetny rozdzal ! Jestes super pisarką !
    Oczywiście zaprasza ma moja nowa miniaturka ;)
    pomysl-na-bloga.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Cudowne ale błagam pisz częściej! :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Rozdział może i krótki, ale bardzo dobry i wciągający. Naprawdę genialnie opisałaś przebieg bitwy i cała resztę. Podobały mi się również odczucia poszczególnych bohaterów. Nie wiem dokładnie dlaczego, ale mają w sobie to coś. Jestem bardzo ciekawa, co dalej, dlatego liczę, że nie każesz nam już tak długo czekać :)
    http://dramione-demons-of-the-past.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Niech Ginny przejdzie na stronę śmierciożerców! :3

    Rozdział fajny, najbardziej podobał mi się opis misji (jak to ujęłaś). Minusem jest wieprzlej i schwytanie Hermiony. Czekam na następny i życzę weny! :*

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam ten rozdział tyle nie oczekiwanych zdarzeń,jednym słowem cudny. Czekam nn <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń